1500 koni mechanicznych i po 1,5 godziny dopłynęliśmy na jedną z trzech wysp Gili - Gili T. Lazurowo błękitna woda, jasny piasek i kolorowe łódki mieszkańców. Ten widok na długo zapamiętamy. Wyspa ma 7 km obwodu. Główną ulica jeżdżą dorożki i rowerzyści. Żaden inny środek transportu nie wchodzi w grę. Pierwszy raz od dłuższego czasu nie słyszymy klaksonów, tylko muzykę z przybrzeżnych barów oraz nawoływanie do modlitwy z rozmieszczonych na słupach głośników.
Na wyspie urozmaicamy sobie czas snorkelingiem. Co za widoki. Piękne ryby mieniące się tysiącem kolorów, miliony malutkich rybek i wielkie żółwie.
Wieczorem wzdłuż ulicy przy restauracjach na stołach rozłożone są świeże ryby, krewetki, homary, tuńczyki. Skusiliśmy się na wielkiego steka z tuńczyka i szaszłyki z grilla (krewetki, ośmiornica, tuńczyk i warzywa) z ryżem i zimnym lokalnym piwem. Pyszna kolacja przy plaży, szum morza - tego nam było potrzeba.
Poleniuchowaliśmy na plaży jeden dzień, naładowaliśmy akumulatorki i jutro (11.11) wracamy na Bali. Czeka nas zwiedzanie południowej części wyspy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz